♦ prolog ♦
Zostałam odepchnięta po raz kolejny przez grupkę bawiących się dzieciaków. Upadłam na ziemię, czując jak zaczynają piec mnie policzki z gniewu. Moja twarz momentalnie zrobiła się czerwona. Zawsze tak się działo, gdy byłam mocno zdenerwowana. Podniosłam się, zaciskając mocno pięści, po czym ponownie usiłowałam dostać się do moich rówieśników. Ktoś jednak dźgnął mnie łokciem. — Też chcę się z wami bawić! — oburzyłam się, szarpiąc jednego z chłopców za koszulę na plecach. Zerknął na mnie przez ramię, a na jego twarzy pojawił się wyraz niezadowolenia. Szarpnął się, prychając cicho. Poczułam na sobie wzrok ich wszystkich. Znów gapili się na mnie w ten sposób. Jakbym była małą, zagubioną owieczką, a oni stadem wygłodniałych wilków. — Nie możesz — odparł, na co reszta tylko potaknęła głową. — Dlaczego?! — rzuciłam gniewnie. Wskazał na mnie palcem, a konkretnie na moją twarz. ...